[ Home | Czytelnia | Warsztat | Forum ]

Powrót do czytelni
"Jak powietrze do oddychania"

by Zbigniew Hołdys; za GiB 01.1993

"Poniższy tekst dedykuję wszystkim tym, którym nie wychodzi" -Z.H.

Zbigniew Hołdys (foto Interia.pl)Dodawanie otuchy jest ostatnią rzeczą, jaka we mnie mieszka. Mówienie komuś, że kariera to tylko kwestia wytrwałości, pracy i dobrego rozeznania w interesie jest fałszem i samo w sobie dowodem indolencji. Po prostu tak nie jest.

Można sobie w życiu załatwić wiele rzeczy: mieszkanie, robotę, wejście do kina bez kolejki i kradzione paliwo. Koncesję na gorzałę też można zorganizować. Można zmontować układ na program telewizyjny, na sponsoring, na frajerską, czyli darmową salę na próby. Można tym sposobem wykołować instrument, sesję fotograficzną i koleżka z osiedlowego klubu młodych filmowców może nam skręcić teledysk na "super 8". Można - naprawdę - znaleźć dojście i wcisnąć to do jakiejś telewizji i doczekać się emisji. Tak bez wątpienia wiele można sobie załatwić.

Można zadzwonić do człowieka z układami, zawodowego kompozytora albo tekściarza i zbajerować go. by coś dla nas skrobnął. Można dotrzeć do znanego menago, wykołować parę złotych i pojechać do Abbey Road Studios, albo do Izabelin Studios i zmusić magnetyczną taśmę, by przyjęła do wiadomości nasze zamiary. Można tę taśmę skopiować na kasety i jako "demo" wysłać do wszystkich pirackich i niepirackich firm, rozgłośni i gazet. Można nawet załatwić i to, iż znajdujący się tam ludzie publicznie oznajmią, że to rewelacja. Naprawdę, może być tak pięknie.

Może ktoś nam wyprodukować płytę. Małą, dużą, wszystko jedno. Można upolować i taki układ, że za darmo. Uwierzcie mi. Można też unieść się honorem i spróbować powalić Tytana. Ćwiczyć tygodniami, wbijać wzrok w palce Steve Vai'a na video na slow-motion albo mozolnie kropka po kropce zczytywać zapisy drukowane w Guitar Player i w Gitarze i Basie. Można nawet urosnąć w siłę do tego stopnia, by któregoś dnia błysnąć na małej lub dużej scenie, demonstrując światu świeżo nabyte umiejętności.

Można zatrudnić sidemana, Borysewicza, Radulego, Waglewskiego. Jak się ma układ na stosowne pieniądze to i Bluesa Saraceno, Jeff Becka czy Slasha. Można przeszczepić sobie włosy, wyprostować zęby i skorzystać z samplera. Można grzmotnąć koncert na rzecz chorych na jakąś efektowną chorobę. Można samemu na nią zachorować.

Można wreszcie zapisać się do klubu walczącego o ocalenie lasów Amazonii i oddać zdrową krew Wałęsie, jak będzie potrzebował. W tym biznesie wszystko można, l tylko jednego nie można sobie załatwić: być potrzebnym.

Nie można załatwić, by nas chcieli słuchać i oglądać. By chcieli nie tylko kupować nasze płyty, bilety na nasze koncerty i koszulki z naszymi nazwiskami, ale by chcieli w naszym towarzystwie żyć. By zechcieli nam uwierzyć i nas pokochać. Paradoksem jest, że - by osiągnąć powyższe - trzeba zapomnieć o tym co "można załatwić". Trzeba spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie 'Tak, gram technicznie jak Skawiński, albo i jeszcze lepiej, l co z tego?". Albo "Kurwa, gram jeszcze gorzej niż Keith Richards". Trzeba zacząć żyć uczciwie i zacząć od tego, by znaleźć swoje miejsce w szeregu. Czy trzeba grać najlepiej na świecie? Albo inaczej: czy grając jako trzeci plan w tle Erica Claptona zostaje się palantem?

Jeśli to jest taki ból, to które granie jest najlepsze? Steve Vai'a? Satrianiego? A czy taki Hank Marvin z THE SHADOWS, to był dupek? A Brian Jones? A John Lee Hooker?

Czy Chris Dreja, który dłubał na rytmicznej gitarze, to był kompletny zimorodek? A może to w jakimś stopniu dzięki niemu koledzy Clapton, Beck i Page mogli tak błyszczeć w YARDBIRDS?

Czy Hendrix podniósłby poziom w U2?

Czy Richards to tylko image. jak ostatnio stwierdziło dwóch pacanów z EXTREME? Jeśli tak, to gdzie był ten image, kiedy trzy nagie dźwięki riffu w Satisfaction i pięć w The Last Time pruły powietrze, wywołując gęsią skórę i struchlenie serca? Gdzie się znajdował image Page'a, kiedy ten wymyślał Whole Lotta Love, riff-ołtarz na trzech banalnych tonach? Może ktoś sądzi, że gęste czarne loki, litr Jacka Danielsa. waluta rozsadzająca walizki, albo lata mozolnego ćwiczenia na poziomie Johna McLaughlina i układ na nagranie płyty pomogły mu rzecz wykombinować? I że ten riff ktokolwiek promował w radiu po znajomości?

Muzyka jest energią i talentem. Talent zaś objawia się również i w tym. że się umie w niej znaleźć miejsce dla siebie. Że się odrzuci strach przed zagraniem prosto, zwyczajnie, ludzko. Że się potrafi postanowić, iż wyścigi o jakość, szybkość, technikę i układy nie mają znaczenia - znaczenie ma to, by nasze maleńkie coś, co potrafimy, było komuś potrzebne. Jak powietrze do oddychania.

Copyright © by Krzysztof Inglik
(Quote by John Lee Hooker)
Hosting zapewnia firma Domeny.tv