| "The British music press are fucking wankers. They eat shit in the bath." |
| [ Home | Czytelnia | Warsztat | Forum ] |
|
by Krzysztof Łobodziński Ludziom się wiele wydaje. Na przykład zasiłki, bony do marketów, itp. Po otrzymaniu owych ludzie zazwyczaj są szczęśliwi. Jednak ze względu na charakter polskiego społeczeństwa, skłaniający wyżej wymienione do picia wódki, i do rozpaczania (w skrajnych przypadkach do obu tych rzeczy naraz) radość szybko się przeradza, nie wiedzieć jak i kiedy, w zawiść. No bo inni mają lepiej. I wtedy myśli sobie taki przeciętny, sfatygowany używaniem go w prasie, Kowalski, że taki, dajmy na to (tak właśnie myśli) muzyk, to sobie bierze pieniądze za nic. Że jemu to w ogóle przychodzi łatwo, lekko i przyjemnie, a kasy, o, potąd. A to taka sama prawda jak to że Pamela nie ma implantów. Ile trudu, poświęceń, ćwiczeń, potrzeba żeby dobrze grać i zostać zauważonym... I właśnie na to pytanie odpowie ten tekst. Wszyscy DJ z minionej epoki, którym zaglądałem, do życiorysu rzecz jasna, wywodzą się z muzycznych rodzin. Chopina uczył ojciec i stryj. Beethovena ojciec i dziadek. Mozarta ojciec. Co prawda, trafili oni później do "prawdziwych" szkół, jednak byli już w pewnym stopniu przygotowani. Rodzinna nauka ma swoje wady i zalety. Do zalet należy silnia więź między uczniem a nauczycielem, już na początku nauki. Jest to jednocześnie największa wada. Nigdy bowiem nie można być do końca krytycznym wobec swojej rodziny, podobnie jak wobec siebie samego. Dużą zaletą jest jednak to, że nauczyciel jest przy uczniu - swoim dziecku, cały czas, i w każdej chwili może mu pomóc. Współczesny muzyk, Andreas Vollenweider zapytany o to, komu zawdzięcza w swoim życiu najwięcej, odpowiedział: "Ojcu. Był kompozytorem i organistą. Często grał Bacha, ale też dużo improwizował. Chętnie grywał razem ze mną. (...) Setki godzin, które spędziliśmy muzykując razem to najwspanialsza lekcja jaką otrzymałem. Bez nut, tylko wspólna improwizacja. Tego nie dała by żadna szkoła muzyczna." Nie znaczy to jednak, iż muzyk to zawód wyłącznie dziedziczny. Wielu artystów w swojej rodzinie nie ma żadnych prekursorów. Często, nie mają też w niej oparcia. "Znajdź sobie jakiś normalny zawód." , "Z tego nie da się żyć." powtarzali im rodzice. Mówili to nie zdając sobie sprawy z tego że muzyka to nie jest zwykły zawód, to jest powołanie, misja, coś co człowiek ma wewnątrz siebie i nie da się tego zabić. Co gorsza, ci rodzice, nie zdawali sobie kompletnie sprawy z tego że swoimi słowami rujnują karierę, jako ich dziecko mogło zrobić. I niestety, tylko nieliczni słuchacze rodzicielskich uwag się im przeciwstawili. Ci, którzy nie wytrzymali, i często zaraz po rozpoczęciu gry na instrumencie zostali "zniszczeni", zachowali swoje dawne instrumenty i teraz z rozrzewnieniem je wspominają, gdybając na temat kariery, jaką mogliby zrobić. W piosence Budki Suflera, pod wiele mówiącym tytułem "Bez satysfakcji" na początku padają słowa: "Przez życie przejść wyłącznie na scenie, przyznacie że, niewielkie marzenie." Niedługo potem Romuald Czystaw śpiewa zupełnie inaczej: "Jakoś zaraz potem, po maturze, ojciec przekonał mnie, że się daje nawet życ i w biurze, byle niezły był szef." Z innej beczki. Jak znani muzycy zaczynali swoje kariery? Jose Torres znany kubańsko-polski bębniarz tak: "Miałem 10 lat (...) Na podwórku stała stara, przerdzewiała kuchenka gazowa, odwrócona do góry nogami. Wokół drzewa owocowe: mango, bananowce. Pod drabiną, po której wchodziło się na dach było najlepsze miejsce, żeby ta kuchnia się nie ruszała. Miałem dwie grube pałki i uderzałem raz w tę kuchnię, a raz w metalowy stopień drabiny, który miał inny dźwięk."Miał szczęście. Jego starszy brat zauważył próby Jose, i wysłał go do podstawowej szkoły muzycznej, do której egzamin napisał na 100 punktów, na 100 możliwych. Grzegorz Ciechowski miał z początku inne podejście do muzyki: "Uczyłem się grać na pianinie, ale wtedy interesowało mnie co innego. Wolałem z chłopakami jeździć na wycieczki rowerowe 20 km za miasto czy choćby wałęsać się po mieście. (...) Dopiero później w szkole muzycznej zacząłem uczyć się grać na flecie."Tytus Wojnowicz, oboista, podobnie: "Na początku szkoły muzycznej wolałem raczej pograć w piłkę, posiedzieć z kolegami niż ćwiczyć. Nigdy nie ćwiczyłem dużo, miałem jednak łatwość grania." A jeżeli już jesteśmy przy ćwiczeniu, to wspomniany wcześniej Andreas Vollenweider ma na jego temat ciekawe zdanie: "W ogóle nie ćwiczę. Zawsze gram. Od ćwiczenia bolą ręce i głowa. A granie muzyki to czysta przyjemność. Nie chcę więc przepuścić żadnej okazji."Nie jest to może najlepsze motto dla początkujących muzyków, jednak ma w sobie dużo prawdy. A poza tym, można ćwiczyć godzinami, a w praktyce nie umieć nic zagrać, bo samo ćwiczenie - nie wystarczy. Chociaż to i tak dużo krok do sukcesu, bez zaangażowania, poparcia i szczerych chęci. Jan Borysewicz o ćwiczeniu mówi tak: "Kiedyś ćwiczyłem po osiem i dziesięć godzin dziennie, dzisiaj czasami przez miesiąc nie biorę instrumentu do ręki. Ćwiczę jednak w myślach." Tak naprawdę, nie da się powiedzieć co kieruje ludźmi wybierającymi muzykę. Wspomniany chwilę temu JanBo, wspaniały gitarzysta, mówi: "Nie potrafię powiedzieć dlaczego zająłem się muzyką, to przyszło samo..."Powiedział też: "Cokolwiek chciałbyś robić zawsze jest ktoś lepszy od ciebie, dlatego trzeba słuchać lepszych. Nie ważne, czy jesteś już dobrym muzykiem, słuchać trzeba zawsze."Podpisuję się pod tym rękami, nogami, i odstającą struną. Czarek Konrad - muzyk jazzowy, zapytany czemu został muzykiem odpowiedział "Dlatego, że obydwoje rodzice byli muzykami."Co prawda, jest to zdanie wyjęte z kontekstu, i można je wieloznacznie interpretować, ale przynosi nam ono kolejny problem. Pisałem już o tym że nie jest łatwo zostać muzykiem, nie mając żadnego takiego w rodzinie... Równie trudno jest w odwrotną stronę. Dziecko z muzycznej rodziny raczej nie zostanie operatorem koparki. Jak mówi Kelis, amerykańska wokalistka: "Moi rodzice na szczęście nie obawiali się, jak to często dzieje się w tego typu przypadkach, że ich dziecko pójdzie w ich ślady. Od początku wspierali mnie i popierali to, (...) czym się chcę zajmować. Wiedzieli, jak ważna jest dla mnie muzyka, bo sami przez to przeszli. Nie musiałam im tłumaczyć, jak bardzo spełniam się w tym, co robię."Owszem, współcześni rodzice-muzycy, inaczej niż rodzice Bacha, zapobiegają na wszelkie możliwe sposoby pójściu ich dziatwy w kierunku muzycznym. Nie da się jednak zaprzeczyć, iż mimo tego duża część z nich, zostaje muzykami. Geny? Pewnie też, ale w czasach współczesnej komercji rzecz idzie o nazwisko. Młodzi Cugowscy, Młode Niemenówny... (które nawet pseudonim po ojcu przejęły). Świat się zmienia, muzyka wraz z nim. Chyba jednak na zawsze zostanie czymś pięknym, wyjątkowym, docenianym, i potrzebnym. Że, jak chciał Pitagoras, będzie budziła w sercu pragnienie dobrych czynów. Wypowiedzi muzyków pochodzą z: * Oficjalnej strony Sony Music Polska (www.sonymusic.pl/specjaly/page/wywiady/id/24) * Serwisu muzycznego Muzyka.onet.pl * Nieoficjalnej strony Lady Pank (www.canpol.pl/ladypank/muzyk7.htm) * Serwisu dla nauczycieli i uczniów Eduseek (eduseek.ids.pl/artykuly/artykul/ida/943/) * Serwisu jazzowego fusion.pl (www.fusion.pl/oczko/index.php?k=1) * Piosenka Budki Suflera "Bez satysfakcji" z bardzo pouczającym tekstem, pochodzi z płyty CD "Za ostatni grosz". Autorami muzyki i tekstu są Borysewicz i Mogielnicki. * Pitagoras pochodzi z Grecji. |
| Guitar Zone Copyright © by Krzysztof Inglik (Quote by Freddie Mercury) |