[ Home | Czytelnia | Warsztat | Forum ]

Powrót do czytelni
:: Idole ::


by Steve Morse

przetłumaczył
Krzysztof Inglik

Widziałem ostatnio dwa przykłady, jak sławni ludzie odnoszą się do swojej publiczności. W pierwszym przypadku, gwiazda uśmiechała się do wszystkich, pokazujac rząd białych zębów. Chwilę później, zobaczyłem jej prawdziwe oblicze. Pewna bardzo uprzejma osoba podeszła by pogratulować wystąpienia. Reakcja, kiedy kamer nie było już w pobliżu, była zadziwiająca. Gwiazda po prostu odeszła bez słowa. Kiedy fan poprosił o autograf, spotkało go zimne spojrzenie i szybka odmowa.

Totalnym kontrastem był inny występ, po którym równie znana osoba, pomimo zamieszania i wielu spraw do załatwienia jednocześnie, nie zapomniała o swoich fanach, czekających na spotkanie z nią. Po prostu zostawiła wszystko i odpowiedziała na pozdrowienia, zwracając się do każdego osobiście i dziękując.

Teraz, wydaje mi się, że ta druga osoba nie miała wątpliwości, kto płaci na jej utrzymanie. To prawda; pośrednio i bezpośrednio, każdy kto występuje przed publicznością, żyje właśnie z tych ludzi. Weźmy przykład sportowców. Nie dostają procentu od sprzedanych biletów, ale jedynym powodem dla którego dostają pieniądze jest to, że ludzie przychodzą do klubu lub oglądają ich występ w TV.

Oczywiście większość muzyków żyje na nieporównywalnie niższym poziomie niż gwiazdy TV lub sportu. Ale to najlepszy sposób by dostrzec w publiczności tych, którzy dają Ci pieniądze na życie, nawet jeśli w klubie jest tylko 10 osób i grasz za darmo. Ci ludzie zostali by Cię posłuchać, zamiast wyjść. Zapłacili słono za jedzenie, które leży przed nimi. Nie wiedzą, że dostałeś od klubu kiepski kontrakt. Z ich punktu widzenia, zapłacili by posłuchać muzyki. Nie wiem, jak to możliwe, ale niektórzy nadal nie mogą tego zrozumieć. Każda osoba, która poświęca Ci swoją uwagę, zasługuje na wdzięczność i szacunek.

Jedna z lepszych rzeczy, które spotkały mnie gdy byłem nastolatkiem, zdarzyła się podczas wyprawy do wielkiego miasta na koncert. Odnaleźliśmy miejsce, gdzie grano interesującą muzykę. Co więcej, gitarzysta był znakomity. Wydobywał dźwięki, jakie próbowałem uzyskać w domu. Nie mogłem uświadomić sobie, dlaczego brzmiał jak Hendrix kiedy grał "Purple Haze". Wkrótce kapela zrobiła przerwę. Gitarzysta podszedł do baru i zamówił coś do picia. Rwałem się, by zadać mu kilka pytań, ale obawiałem się czy wypada. Ciekawość wygrała, zabrałem siły i podszedłem do Niego pytając o interesującą mnie sprawę. Grzecznie i ze szczegółami opowiedział mi o konfiguracji sprzętu i jak uzyskac określone brzmienia. Na koniec przeprosił i udał się by kontynuować występ. Byłem pod wrażeniem! Nie tylko grał wspaniale, ale zdobył się na wysiłek rozmowy ze mną. Dla młodego gitarzysty jakim byłem, to wystarczyło by stał się moim idolem.

Rok później odbyliśmy 300 milową podróż, by obejrzeć jego występ. Zapłaciłem pełną stawkę za bilet i nawet nie pomyślałem, ile razy musiałem skosić trawnik by zdobyć te pieniądze.

Niektórzy ludzie mówią, że jeśli wdrapiesz się na szczyt, to nie musisz martwić się o maluczkich. Inni myślą, że problem zniknie gdy sprzedasz wystarsczającą ilość płyt. Każda osoba wierząca, że cyferki dadzą jej boski status, jest bardzo zmieszana kiedy okazuje się, że cyferki spadają w dół.
...i uwierz mi, zawsze spadają.

Podsumowując, nie ma takiej ilości płyt, które wyrównałyby potraktowanie człowieka jak szmatę. Wszyscy musimy pamiętać kto płaci rachunki.

Guitar Zone
Copyright © by Krzysztof Inglik
(Quote by Dave Mustaine)