[ Home | Czytelnia | Warsztat | Forum ]

Powrót
:: Wyznania głupiego gitarzysty ::



by K.Inglik


K.InglikIm więcej rzeczy się uczę, tym mniej wiem. W zasadzie czuję ostatnio, że już nic nie wiem...

Charlie Parker grał co słyszał bo jego muzyczna spontaniczność nie została uwięziona w klatce przez "mędrca szkiełko i oko". Charlie był "czarnuchem" słuchającym swego wewnętrznego głosu. My jesteśmy białasami, których kreatywność i intuicję od dziecka gwałcono w szkołach, wszczepiając kult encyklopedycznej erudycji.

Ostatnio często męczy mnie przeczucie, że mam zbyt dużo suchej i nieużytecznej wiedzy, a zbyt mało jakiejś pierwotnej mądrości. Duszę się. Słyszę w głowie świetne frazy, są tu kiedy zamykam oczy, ale kiedy zaczynam grać tamte frazy znikają jak bańki mydlane. Z zewnątrz wygląda na to, że gram ja, ale w rzeczywistości grają mechanicznie moje paluchy lub moja wiedza teoretyczna gra za mnie.

Od dłuższego czasu staram się więc zapomnieć o całej teorii, której nabyłem w ciągu ostatnich 15 lat. W tym o skalach, których większość opanowałem nawet nie pamiętam kiedy i nie pamiętam po co...

Podziwiam ludzi, dla których wszystko jest oczywiste i jasne. Taki "czarno-biały" świat. Tu jest przyjaciel, tam wróg. To jest przydatne, a tamto bezużyteczne. To jest dobre, a tamto złe. Dobra jest szkoła, dobra jest wiedza, dobre są autorytety. To zwalnia nas z myślenia, porządkuje nasz świat i czyni go bezpiecznym

Tymczasem cały nasz europejski system muzycznego kształcenia jest do dupy i nie daje nam tego co jest sednem muzyki. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - ten system powstał na potrzeby muzyki klasycznej, gdzie ludzi przygotowuje się do roli odtwórcy, a nie twórcy. Inwestuje się więc tysiące godzin w naukę teorii, czytanie nut, szlifowanie techniki, aby każda odczytywana partytura wychodziła spod naszych palców jak bułka z masłem... (ach te cudownie bezmyślne gamki w górę i w dół). Oczywiście tak na logikę da się bardzo solidnie grać, można sobie poukładać opalcowania, nauczyć się skal, wyćwiczyć technikę do tempa 300bpm, ułożyć solówkę i wmawiać innym, że jest wyimprowizowana, kupić itp, itd, etc. Ale przeskoczyć ponad to wszystko, tam gdzie kryje się magia, jakoś nie możemy.

I wydaje mi się, że cała ta książkowa, szkolna wiedza jest taką "protezą" dla przeciętniaków, którym słoń na ucho nadepnął. Wtedy przy pomocy elektronicznego tunera, wkutej na blachę skali, wyczytanej z taba frazki i odrobinie wypoconej z metronomem techniki można udawać, że się jest muzykiem. Ba, nawet zaimponować kumplowi, lub wyrwać jakąś laskę... chyba, że znudzi ją nasze ćwiczenie techniki.

Właśnie - technika - to co tak imponuje młodym gitarzystom. Najłatwiejszy do opanowania element całej tej bajki; opierająca się na bezmyślnych, mechanicznych, konsekwentnie powtarzanych ćwiczeniach. Nawet idiota może wyrobić sobie szybkość (a potem grać idiotyczne szrederskie rzygi) tak, jak nawet idiota może z siebie zrobić na siłowni mięśniaka. Tymczasem Muzyk, przez duże "M", jest rzeźbiarzem dźwięku, a technika to "dłuto", którym wykuwa swoje muzyczne myśli w skale powietrza. Fajnie. Trzeba jeszcze mieć co rzeźbić... Parafrazując słowa Parkera można to ująć tak - muzyka to twoje życie, nie zagrasz na swej gitarze czegoś, czego nie przeżyłeś.

Kiedy gościł u mnie Adam Fulara, puściłem mu podkład do bluesa jazzowego. Okazało się, że w jego głowie, tak samo jak w mojej, odbywa się nieustanna gonitwa fraz. Gdzieś w nas jest źródło, z którego jednak nie potrafimy czerpać wody. Przecież mamy wszystko co jest potrzebne: słuch, wyobraźnię i technikę. Oczywiście obaj możemu rozpisać to analitycznie, określić harmonię, jej substytuty, wymyślić dowolnie długie solo... Ale czuję przez skórę, że to jakoś nie tędy droga. Król jest nagi!

Powinniśmy móc zagrać wszystko co usłyszymy, zarówno z zewnątrz jak i z wewnątrz. Tak jak potrafimy wypowiedzieć każde pomyślane zdanie i każde usyszane zdanie umiemy powtórzyć. Powinniśmy móc zagrać improwizację do losowo wybranego standardu, do Giant Steps w dowolnej tonacji, bez przygotowania i bez uczenia się nazw tego co słyszymy. Niestety nie możemy, nie możemy bo zgubiliśmy gdzieś tę pierwotną mądrość, którą niewątpliwie posiadał Charlie Parker. Zawierzyliśmy "szkiełku i oku" zachodniej cywilizacji i utknęliśmy gdzieś w połowie drogi, pomiędzy niebem, a piekłem... Jak w "Blue In Green". Powinniśmy się chyba uczyć w inny sposób niż dotychczas, sam nie wiem...

To były "Wyznania głupiego gitarzysty". Niech ktoś wyciągnie z tego jakąś naukę, jeśli potrafi...

Guitar Zone Copyright © by Krzysztof Inglik
(Quote by J.S.Bach)